wtorek, 20 grudnia 2016

Toms Snebolde

Coraz bliżej Święta, toteż dzisiaj będzie o świątecznym duńskim słodyczu (istnieje w ogóle liczba pojedyncza od "słodycze"..?). Co roku w okolicach późnego października marketowe półki zaczynają obchodzić Boże Narodzenie i obfitować we wszelkiego rodzaju tematyczne smakołyki. Zazwyczaj podczas wycieczki do sklepu stoję bezradnie przed całym tym dobrobytem, poddana terrorowi wyboru odchodzę jednak z pełną rezygnacją i pustymi rękoma. No bo jak do cholery mam się na coś zdecydować, kiedy wszystko jest drogie, połowy tych rzeczy nie znam, a na dodatek występuje w jakichś gigantycznych opakowaniach dla zawodowych grubasów?! Ostatecznie w zeszłym roku powzięłam strategię "łapię na ślepo wszystko to, co wygląda zjadliwie i jest małe". I tak odkryłam Snebolde. W 2015 kupiłam je w wersji miniaturowej, spróbowałam jednej, poszłam na zajęcia, a jak wróciłam do domu, to zastałam Niemęża na kanapie, który ze zbolałą miną pokazywał mi puste opakowanie mówiąc "Dlaczego ich już nie ma? Były takie dobre...".

Snebolde (czyli śniegowe kule) firmy Toms (tej od Yankie, fujka) w wersji pełnowymiarowej, to marcepanowe kulki oblane ciemną czekoladą i pokryte cukrową glazurą. Pojawiają się tylko na Święta i można je kupić w małych paczuszkach z mini-kulami, wielkości draży, woreczkach po 8 dużych kul oraz pudłach po 24 sztuki zapodane w formie bombonierki. Tę ostatnią opcję sprezentowałam Maminie w zeszłym roku i była zachwycona. Ostatnio wróciłam z zakupów, a Niemąż spytał "Co ładnego kupiłaaaaś?", więc pokazałam mu woreczek śniegul. I przysięgam, że dawno go takiego zadowolonego nie widziałam. Sesja musiała się odbyć ekspresowo, bo by mi Niemąż padł, jakbym mu nie dała. 

Ze względu na oślepiającą biel modelek, zdecydowałam się na szare tło w sesji. Mało to profesjonalne, ja wim, ale ze mnie taki fotograf jak z mysiej dupy Reisentasche.


Opakowanie raczej niezbyt urodziwe, na pryzynt raczej takie sobie. Natomiast, moim zdaniem, Snebole same w sobie prezentują się ślicznie. Cukrowa otoczka jest nierówna i faktycznie przypomina teksturę śniegu. Aż normalnie szkoda je jeść, takie są piękne. :3 Po przepołowieniu, widać marcepanową masę oblaną niezbyt grubą, ale też nie jakąś specjalnie oszukaną, warstweką czekolady, a wszystko to przykryte jest cudną glazurką. Z zewnątrz pachną po prostu słodko, niczym konkretnym, natomiast wnętrze czuć po prostu marcepanem.


Wierzchnia skorupka jest twarda, więc pierwszy kęs się raczej odłupuje aniżeli odgryza. Kontrast z miękkim wnętrzem daje mega sympatyczny efekt. Marcepanowa masa jest przyzwoita- lekko chrzęści, ma wyraźną łupinkowatą strukturę, jest wilgotna i mało słodka. Ma wyraźny aromat migdałów, ale można wyczuć charakterystyczną nutę jądra pestki moreli, co znajduje pokrycie w składzie. Świadczy to tym, że firma Toms w tymże miejscu postanowiła ciąć koszty produkcji.* No ale cóż, w końcu masówa. Osobiście lubię takie połączenie, nie mam jakichś szczególnie wysnobowanych marcepanowych gustów, dlatego uważam, że masa smakuje po prostu dobrze. Okrywająca ją czekolada jest faktycznie gorzka, ale niezbyt dobrej jakości, raczej proszkowa, natomiast cukrowe zewnętrze, cóż... No czymże może smakować, jak nie cukrem. :v


W ogólny rozrachunku Snebolde od Toms w sumie mi leżą. Nie są za słodkie, trochę trzeba napracować się przy przeżuwaniu, w czym widzę dodatkowy plus- po zjedzeniu jednej szczęka jest dostatecznie umęczona, żeby nie sięgać od razu po drugą. Mogłoby być trochę więcej czekolady. Taki sympatyczny, świąteczny słodycz. Na zakończenie dodam jeszcze, że trzeba duńczykom oddać to, że wiedzą jak robić marcepanowe słodycze. Żadne tam Lindty ani Ritter Sporty czy inne Merci się nie umywają. Dopóki nie spróbowałam duńskiego marcepanu, nie wiedziałam, że coś, co było moją zmorą dzieciństwa, może smakować tak pysznie. 

Ostateczna ocena:
4/5


*Zgodnie ze sztuką, marcepan powininen być wykonany TYLKO z mielonych migdałów i cukru. Tańszym zamiennikiem jest percepan, czyli analogiczna masa z jąder pestek moreli lub brzoskwini. Producenci, w ramach oszczędności, często dodają percepan do marcepanu.

6 komentarzy:

  1. Widzę, ze to taki unikat, "złoty produkt" bo tylko na Święta :) Marcepanu nie lubię - może zraziło mnie Mersi??? To była chyba jedna postać marcepanowej słodyczy, którą jadłam i po pierwszym kęsie mnie odrzuciło... zawsze to było dla mnie za słodkie i jakieś takie "naperfumowane" (za słodkie jeszcze wtedy, kiedy miałam o wiele wyższą tolerancję cukru). Ostatnio widzialam na promocji marcepan w Biedronce i to w wersji kokosowej ale też się nie skusiłam - nie odważę się na zakup, bo nikt u nas w domu tego nie je;) Ritter Sport marcepanową też spróbowałam i to całkiem niedawno (siostra mnie poczęstowała) i również uważam za niesmaczną - mojej mamie też nie smakowała.
    Migdały uwielbiałam, uwielbiam ale marcepanu już nie ;P W recenzowanym przez Ciebie marcepanie wszystko psuje glazura - może to i wygląda uroczo ale nie cierpię takich glazur... od dziecka jak zjadłam coś z lukrem to od nadmiaru cukru bolały mnie zeby i szkliwo :/ Świetna sprawa, ze w tym marcepanie marcepan nie ma jednolitej struktury... kiedy w jakimkolwiek produkcie jest taka "chrapowata" mam wrażenie, że jest bardziej naturalna, że jest z tego o czym pisze producent (marcepanowa to migdały, orzechy laskowe, to orzechy laskowe itp.).. żadnej podróby, wypełniaczy itp. :) Drugi plus, że nie jest mocno słodka, chociaż dla mnie pewnie byłaby za słodka :P A co do cięcia kosztów, to wiele firm tak robi - to norma.. niestety ;/
    Gdybym miała spróbować tych kuli to bym zdrapała białą część i wcinała środek z kiepskiej jakości gorzką czekoladą - grunt, że jest gorzka i nie smakuje margaryną ;)

    PS O percepanie nie słyszałam.... dobrze wiedzieć ;) Trzeba czytać skład: jak będzie w nim cos wspomniane o pestkach moreli lub brzoskwiń to mamy do czynienia z percepanem - taki produkt unikamy... no chyba, że komuś to nie przeszkadza ;)
    Hm... Czyli jednak niechęć do marcepanu może przerodzić się w sympatię - trzeba tylko spróbować duńskiej słodyczy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam takie rzeczy, co pojawiają się w sklepach okazjonalnie. :) Moje doświadczenia z marcepanem w Polsce zawsze były dość przykre i z obrzydzeniem obserwowałam moją matuś, która dzielnie pochłaniała pozostawione przeze mnie marcepanowe Merci i wszystkie inne sprezentowane marcepany. Ale jak mówiłam, w Danii wszystko się zmieniło. Duński marcepan jest na pewno mniej słodki, ale może też po prostu dojrzałam do tego smaku (tak jak do kawy czy oliwek). Niewątpliwie nie każdy lubi marcepan- ma bardzo charakterystyczny i intensywny aromat- stąd może efekt naperfumowania.

      Ooooo, no ja glazurkę zawsze lubiłam, jak nie była zbyt gruba, bo fajowo chrupie. Tę byłoby chyba ciężkawo zdrapać, przydałoby się miniaturowe dłutko do odłupania. :D Akurat tekstura marcepanu chyba zależy od stopnia zmielenia, bo taki dobrze zmielony, to jest niemalże gładki (znaczy no nie jak masło orzechowe, ofc), lekko tylko "piaskowaty". Ale fakt, dla mnie też to zawsze wzmaga efekt "autentyczności" produktu.

      Sama dowiedziałam się tego, jak zaczęłam się zagłębiać w meandry marcepanowej sztuki cukierniczej. ;) Percepan jest wykonany tylko z pestek morelowych lub brzoskwiniowych, marcepan tylko z migdałów. Dlatego też jeśli marcepan zawiera jedynie niewielką domieszkę pestek- w dalszym ciągu mamy do czynienia z marcepanem. Percepan to taki śmieszny wynalazek, którego taniość wynika z faktu, że jąder pestek moreli/brzoskwiń praktycznie nie wykorzystuje się do niczego innego.

      Usuń
    2. A wiesz, ze wcale Ci się nie dziwę... jeśli jest to łakoć, słodkość, który lubisz, to wyczekujesz cały rok aby ponownie zjeść go ze smakiem i zawsze smakuje wyjątkowo, niezwykle, wspaniale... jest w tym jakaś magia :) Ale to dotyczy się nie tylko słodyczy ale i chociażby kartek świątecznych (zwłaszcza kiedy ktoś tak jak ja je kolekcjonuje ;) ) U mnie w domu te marcepanowe "odpadki" (tak odpadki bo one też zostawały :P), zjadał tato aby się nie zepsuły.. z Merci to najszybciej szły te czarno-białe.. mój starszy brat (dorosły facet), potrafił przyjść z tymi czekoladkami w prezencie (np. z okazji imienin), wręczyć je a kiedy leżały na stole otworzyć i obracać wszystkie w poszukiwaniu tych z kawą :P W drugiej kolejności zjadane były orzechowe :D Ale wracając do marcepanu czytalam, ze ten z Lidla jest dobry - niemiecki, ale nie jadłam :) Zgadzam się, ze do niektórych smaków trzeba dojrzeć a co do słodkosci to też coś może być na rzeczy.. przecież my Polacy lubimy bardzo słodkie :D

      A obieraczka do jarzyn by się nadała? :D Oj jakoś bym sobie poradziła a jak nie to bym już spróbowała z tą glazurą - najwyżej żeby by mnie rozbolały :D Taki całkiem gładki to chyba też niedobrze... fajnie jest czuć tę strukturę ;)

      Lubię poznawać historię danego produktu, potrawy ;) To jest na prawdę ciekawe i dziękuję za te wstawki :) Wydaje mi się, ze parcepan jest też produkowany z myślą o tych "biedniejszych" - wydaje mi się, ze jest on tańszy od czystego - szlachetnego marcepanu :) Z drugiej strony może być tak, ze ktoś kogo stać na prawdziwy marcepan, nie bedzie zadowolony jego smakiem i wybierze parcepan - wszystko zależy od gustu :)

      Usuń
  2. Kochamy marcepanowe smaki i choć czekoladki z marcepanem od Merci lubimy to taki prawdziwy jest najlepszy :D Choć duńskiego nie jadłyśmy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O ja, ale bym zjadła takiego śniegulka...

    OdpowiedzUsuń