poniedziałek, 12 grudnia 2016

Lotus The Original Speculoos Pasta a Tartiner

Dziękuję Wam wszystkim za przemiłe słowa i życzenia powrotu do zdrowia. Włala, oto jestem! Cała i (chyba) zdrowa! Co mi dolegało, tego chyba nigdy się nie dowiem, ale tak długa przerwa od słodyczy zwielokrotniła moją miłość do onych, więc uroczyście przysięgam spamować Was ile wlezie (i na ile czas wolny pozwoli, ofc).

Pierwotnie nie przewidywałam recenzji legendarnego smarowidła Lotusa, aczkolwiek lud wyraził taką potrzebę i oto dziś na tapecie pasta kanapkowa Speculoos! Mój romans z powyższym pokrótce przedstawiłam w recenzji okropnego Maltesers Teasers (notabene, z Niemężem udało nam się pokonać ów słoik dopiero ze dwa dni temu :x). Rozwinięcie jest następujące: rok pański 2012, mój przyjaciel, M., przebywa na Erazmusie we Francji. Po pewnym czasie, wpada do Polski i w ramach upominku wręcza mi mój pierwszy słoik Speculoosa ze słowami "Musisz spróbować. Tylko uważaj, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że zjesz cały na raz.". No to żem spróbowała i przepadłam. Od tej pory, z każdą wizytą w Polsce, M. zmuszony był przywieźć mi dwa, trzy słoiczki, bo te znikały w zastraszającym tempie (w konsumpcji swój udział mieli również rodzice, nie to że ja tak sama wszystko...). Na początku 2013 roku przyszła moja kolej na wyemigrowanie w celach edukacyjnych i poniesło mnie do Holandii. W trakcie studiów nad etykietą pasty Lotusa wykoncypowałam, że skoro informacje podane są w języku francuskim i flamandzkim, to na bank będzie on nabywalny w kraju Niderlandów. Zaraz po przyjeździe pobiegłam do sklepu i oto był! Do tego w trzech różnych wersjach, a nawet w 700-gramowych słoikach! W tym momencie wiedziałam, że będzie to moje podstawowe pożywienie przez najbliższe 5 miesięcy i rzeczywistość niewiele odbiegała od założeń. Na zakończenie pobytu, oczywiście wykupiłam w sklepie paletkę słoików dla siebie, rodziny i znajomych. Znikły szybko.
I jakoś tak nawet nie umierałam z tęsknoty za Speculosoowym kremem, ale będąc miesiąc temu w Holandii, nie mogłam mu powiedzieć "Nie, nie kupię cię", kiedy tak na mnie rozczulająco paczał. Popaczał więc jeszcze przez miesiąc z półki w spiżarence, dopytując się jak się czuję i kiedy go wreszcie otworzę i TADAAAM! Połowa już znikła. :(

Charakterystyka produktu następuje tu. Lotus The Original Speculoos Pasta a Tartiner w tym wydaniu to 400-gramowy słoiczek pasty kanapkowej o smaku ciastek korzennych Speculaas (albo Speculoos, tudzież Spekulatius). Pierwotnie, sama idea lekko mnie zdziwiła, no bo po jakiego wafla miksować dobre ciastki na papkę? Dla bezzębnych? Enyłej, lejałut słoiczka jest przyjemny dla oka, sam krem ma brunatny, stricte ciastkowy kolor. Pachnie słodko, delikatnie korzennie, mocno ciasteczkowo. Chciałabym mieć perfumy o takim zapachu. Serio.


Jednak zapach to tylko preludium do czystej doskonałości, jaką osiągamy po pierwszej łyżeczce smarowidła. Jest słodkie, acz nie przesadnie, i subtelnie przyprawione. W konsystencji przypomina "podrabiane" masła orzechowe (Felixa, na ten przykład), czyli jest raczej stały, nie ciągnący i świetnie się rozsmarowuje. Tekstura, której daleko do określenia "aksamitna", jedynie utwierdza w przekonaniu, że krem faktycznie zrobiony jest z ciastek, bo rozkosznie chrzęści i pochrupuje między zębami. Po włożeniu porcji do ust, mamy zjawisko podobne, jak w przypadku masła orzechowego (tym razem prawdziwego)- Speculoos delikatnie się rozgrzewa, co potęguje jedynie efekt doskonałości tego tworu.


Moją ulubioną formą pochłaniania pasty Lotus jest, oczywista, wyjadanie go łyżką. Doskonale sprawdza się jednak na chlebie, chałce, waflach ryżowych i kukurydzianych oraz naleśnikach i placuszkach. Moja matuś opatentowała jedzenie onej na, uwaga, ciastkach Petit Bueree, co ja również propsuję.

Konsumpcja Lotus The Original Speculoos Pasta a Tartiner, to, zaprawdę powiadam, orgazmiczne przeżycie i trudno poprzestać na jednej łyżeczce. Stwierdzenie, że Lotusowe smarowidło to tak jakby jeść ciastka w kremie, jest najbardziej adekwatnym opisem, aczkolwiek, dla kogoś, kto nigdy go nie spróbował, mało obrazowym. To tak jakby powiedzieć, że Paryż jest brzydki, komuś, kto tam nie był. Tego nie ogarniesz, musisz spróbować.

Ostateczna ocena:
5/5*

*Uprzedzam, że przez miłosne zaślepienie mogę nie być obiektywna w swojej ocenie. Ale jeszcze nie spotkałam się z istotą ludzką, która nie zachwyciłaby się Speculoosem.

7 komentarzy:

  1. Jupi!!! Cieszę się, że juz jesteś i czujesz się lepiej. Brakowało mi Ciebie i Twoich recenzji :) Cieszę się, że jest kolejna ;)
    Ciekawa historia z tym kremem - fajnie, że go znalazłaś :) Dla mnie na bank byłby za słodki ale ja nigdy nie lubiłam słodkich kremów ;) Ty kochasz ten kremik a ja masło orzechowe - według mnie to najlepsze smarowidło :D Mimo tego zauważyłam, e ten krem ma "to coś" co sprawia, że tak wiele osób go lubi i ceni nie tylko za smak :) Pewnie żadna podróbka nie ma tutaj szans ;)

    PS Napisałam do Ciebie e-maila ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujęęę! :*
      Fakt, dla Ciebie mógłby okazać się za słodki, znając Twoją niechęć do ulepów (chociaż z tym nie jest AŻ TAK źle ;) ). Ja też uwielbiam masło orzechowe, ale to zupeeeełnie inna kategoria. Ponadto masła orzechowego faktycznie używam to smarowania, a Speculoosa raczej do łyżeczkowania. ;)
      Podróbek nigdy nie próbowałam, boję się, że okażą się tak słabiutkie, że skończę z ogromnym słoikiem czegoś, czego nie mogę dojeść. Chociaż zawsze mogę odtąpić tatulowi, który słynie z pochłaniania wszystkiego, co jest słodkie. ;)

      Usuń
    2. To nie tyle niechęć co kubki i upodobania smakowe - nigdy tego typu kremów nie jadłam i zawsze jak coś było mocno słodkie to bolały mnie od tego zęby :P Teraz mój stopień tolerancji cukru znacząco spadł, ale z przyjemnością poznaje i tego typu produkty, czytam o nich :) Jeśli nie sobie to mogę je kupić komuś innemu w prezencie a dobrze jest mniej więcej wiedzieć co sie kupuje ;) Poza tym już pokazałaś coś, co z ogromną przyjemnością bym spróbowała, mimo iż najprawdopodobniej skończyłoby się to zasłodzeniem :D
      No tak - nie ma co porównywać masła z tym kremem :D U mnie to właśnie masło orzechowe jest "łyżeczkowane" :D
      Lepiej nie ryzykować bo może i zniechęcisz sie do oryginału? :) Oj tam zaraz tacie... a tacie to można wciskać produkty "gorszego sortu"? :P Może on zjada, tylko dlatego, żeby się nie zmarnowało (tak jak mój tato kiedyś)? :P

      Usuń
    3. To super, że wykorzystujesz recenzje jako inspiracje upominkowe dla innych. ;)
      Plusem tego smarowidła jest, że zależnie od tego jak grubą warstwę się nałoży na chleb, taki będzie poziom słodyczy!
      Tato to istny odkurzacz, jemu naprawdę jest wszystko jedno (co aż mnie czasem przeraża). :)

      Usuń
    4. Wydaje mi się, ze to jest przydatne dla wielu :) Wiem, że każdy trochę inaczej odbiera smak ale zawsze to jakaś wskazówka i dodatkowa informacja ;)
      Twój tato po prostu nie wybrzydza :D

      Usuń
  2. Raz w życiu jadłyśmy wersję crunchy i o mamo! Też przepadłyśmy :D Ciastka są pyszne i każdy o tym wie ale krem to swoją drogą <3 Te podróbki w Biedrze czy Lidlu też są bardzo dobre ale fajnie byłoby mieć wszystkie te wersje i od razu z oryginałem porównać :P Chociaż może lepiej nie, bo już więcej by nam te podróbki nie smakowały xD
    Może nie koniecznie chciałybyśmy mieć takie perfumy ale świeczkę zapachową już TAK :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbowałam i Crunchy, i czekoladowego, ale co klasyg to klasyg. ;)
      Chyba sobie tę Lidlową podróbeczkę sprawię, tak dla porównania.
      Kurdeee, taka Speculoosowa świeczka to byłby sztos! :D

      Usuń